Była strasznie
podekscytowana. Co chwilę biegała do lusterka sprawdzić, czy aby na pewno jej
brązowe loki układają się idealnie, oczy są pomalowane tak samo, a szminka się
jeszcze nie rozmazała. Wygładzała każdą najmniejszą zmarszczkę na żółtej
sukience i czuła się jak w pierwszym dniu szkoły, gdy musiała czekać na
wpuszczenie do nowej klasy, z całkiem nieznajomymi jej osobami. Gdy w całym
domu zabrzmiał dzwonek, jej zdenerwowanie sięgnęło zenitu. Zrobiła kilka
głębokich wdechów, by jakoś się uspokoić, poprawiła ostatni raz niewidoczne
zmarszczki na rondzie sukienki i ruszyła w stronę drzwi.
Otworzyła
je powoli i zaniemówiła z wrażenia. Oczekiwała swojego przyjaciela. Swojej
pierwszej miłości. Chłopaka, który był popychadłem starszych, niezdarą o
wielkiej wrażliwości i powiernikiem jej sekretów. A przed drzwiami stał wysoki,
boski wręcz amant, z dobrze widocznymi mięśniami pod koszulką i zawadiacko
opadającą na brązowe oczy czarną grzywką. Spojrzał na nią i uśmiechnął się
szeroko, błyskając idealnie białymi zębami. Dziewczyna otrząsnęła się z
pierwszego szoku, a do jej umysłu doszło stwierdzenie, że na pewno nie tego się
spodziewała.
-Nie
masz aparatu… - powiedziała cicho. Gdy uświadomiła sobie, że nadal wpatruje się
w niego z szeroko otwartymi oczami, przesunęła się i gestem zaprosiła go do
środka.
-Hanami,
minęło tyle lat. – chłopak strzelił swoją torbę i bez ostrzeżenia przytulił do
swojej umięśnionej piersi zakłopotaną szatynkę. – Spodziewałaś się, że nadal
będę łaził w tym żelastwie w ustach?? To kłopotliwe, źle wygląda, a poza tym
ciężko jest się całować.
-Co,
proszę?
-Nieważne…
- brunet uśmiechnął się i potargał brązowe włosy dziewczyny.- Dobrze cię znowu
widzieć.
-Ciebie
też, Suisen.- odpowiedziała, odwzajemniając uśmiech.
~*~
-A
co się stało z Kazumi?
-Wyjechała
ze swoim chłopakiem do Francji. Załapała się na staż w jakiejś agencji i robi
za modelkę. A on pracuje na jakiejś budowie…
-Szkoda…
Chciałem ją zobaczyć, po tylu latach. Nadal pewnie jest taka śliczna, jak była,
co?
-Tak…
Nadal jest śliczna.
Wspominali
stare czasy. Hanami powoli odkrywała swojego starego przyjaciela na nowo.
Okazało się, że nowy wygląd to nie wszystko. Suisen zmienił się również
wewnętrznie. Już nie był zamknięty, nie bał się. Teraz uważał się za pana
całego świata i pokazywał to całym sobą. Szatynka starała się doszukać w nim
tej wrażliwości, którą pamiętała, jednak gdy już, już wydawało jej się, że ją
znalazła, okazywało się, że to nie to. Za to zauważyła w nim amanta, który
teraz chwalił się przed nią swoimi zdobyczami. A jej się serce krajało.
-Ty
nadal kochasz się w tym… jak on się nazywał… w tym Ryujim?? - spytał nagle ni z
gruszki, ni z pietruszki.
-Co?
– krzyknęła, a jej policzki przybrały kolor dojrzałych wiśni. – Nie! Ryuji
chodzi z Minori. Są już ze sobą ponad 3 lata.
-To
długo. – chłopak gwizdnął cicho z uznaniem. – Nie wiem, czy wytrzymałbym tyle w
związku.
-A
jeżeli znalazłbyś tą jedyną? – spytała cicho, wpatrując się w swój kubek z
herbatą.
-Sam
nie wiem. Wiele się przewinęło, ale tak naprawdę żadna nie była zbyt dobra, bym
został z nią dłużej niż ten miesiąc, lub dwa. – brunet westchnął i przeczesał
włosy palcami. – Po jakimś czasie wszystkie stwierdzały, że je oszukuje, że
przed nimi gram, że nie jestem do końca szczery… A na początku akceptowały mnie
takiego, jakim jestem.
-Może
same nie wiedziały, czego chcą?
-Może…
No, nic. Teraz potrzebuję tylko ciepłej kąpieli i łóżka na całą noc. – wstał i
ruszył na korytarz. - Mamy coś na jutro zaplanowane??
-Możemy
robić, co tylko chcesz. Mam cały dzień wolny. Pokażę ci drogę. – Hanami również
wstała i zaprowadziła chłopaka do jednego z wolnych pokoi. Wskazała mu również
drogę do łazienki. Suisen uściskał ją ponownie, po czym zniknął w łazience, a
szatynka powlokła się do swojego pokoju, by tam na spokojnie poukładać sobie
wszystkie informacje, które dzisiaj zdobyła. Najważniejsze było dla niej to, co
mówiło jej serce, a tego, wśród tysiąca innych uczuć, nie mogła wyłapać. Jej
staro – nowy przyjaciel narobił wiele zamieszania w jej dotychczas poukładanym
życiu.
~*~
Hanami
kończyła właśnie przygotowywać śniadanie. Suisen, odkąd znikł w pokoju po
późnym obiedzie, zapewne nie miał nic w ustach i był głodny. Dziewczyna
wiedziała, że przyjechał tylko na tydzień, by odwiedzić starych przyjaciół,
więc chciała ugościć go jak najlepiej. Skoro i tak niedługo ma wyjechać, niech
ten pobyt będzie jak najlepszy.
Szatynka
ruszyła właśnie do drzwi, by zawołać gościa, lecz ten niespodziewanie zjawił
się w kuchni. I to jak się zjawił! Stanął progu w samych spodniach, z
zmierzwionymi włosami i jeszcze lekko zaspany. Ziewnął potężnie, rozciągnął
się, po czym uśmiechnął się szeroko do patrzącej na niego dziewczyny. Ta szybko
odwróciła się i wróciła do pilnowania jajek na patelni, by tylko nie pokazać
zdradzieckich rumieńców, wypływających na jej policzki.
-Co
na śniadanko? – brunet podszedł do niej i zajrzał jej przez ramię. Hanami wręcz
czuła bijące z jego ciała ciepło, co wraz z jego bliskością uniemożliwiało jej
swobodne mówienie.
-J-j-jajka
na grzance…- zdołała wydukać.- Siadaj, z-zaraz ci podam!
-Pomóc
ci w czymś?- spytał, widząc trzęsące się ręce szatynki.
-Nie!
– zaprotestowała. – Jesteś gościem! Siadaj natychmiast!
-Dobra,
jak chcesz… - powiedział ze śmiechem i usiadł przy niedużym stole pod oknem.-
Jestem tak głodny, że zjadłbym konia z kopytami!
Hanami,
starając się bardzo, by nie popełnić żadnej gafy, postawiła przed brunetem
talerz i kubek świeżo zaparzonej kawy. Chłopak uśmiechnął się z wdzięcznością i
zaczął zajadać. Dziewczyna usiadła obok i czekała, aż skończy. Nie minęło wiele
czasu, jak talerz był pusty, a Suisen z lubością na twarzy pił czarny napój.
-Nadal
wspaniale gotujesz, Hanami. – powiedział, a policzki dziewczyny znów stały się
czerwone. – Potrafisz dogodzić podniebieniu. Zdobędziesz chłopaka, jak w tym
powiedzeniu: przez żołądek do serca.
-Chciałabym,
żeby tak było… - westchnęła cicho tak, by brunet jej nie usłyszał.
-To,
co dzisiaj robimy? – spytał, gdy już skończył pić kawę. - Podobno Nami
pracuje jako ratownik na basenie. Może się do niej wybierzemy?
-Skąd
o tym wiesz?? – zdziwiła się Hanami.
-Rozmawiałem
z nią przez telefon. I widziałem jej zdjęcia. Ale się z niej laska zrobiła!
-Ta…
-Więc
na basen. Lecę wziąć rzeczy. Za pół godziny przy drzwiach, ok.??
I
zanim Hanami zdążyła odpowiedzieć, wybiegł z kuchni, a jego kroki słychać było
jeszcze przez pewien czas. Dziewczyna westchnęła ciężko i spojrzała najpierw na
swoje odbicie w szybce szafki, a potem na siebie. W oczach zebrały jej się łzy.
Starła je jednak szybko, postanawiając sobie, że powie mu o wszystkim, gdy
nadejdzie odpowiednia pora.
~*~
Jeżeli
w domu była smutna, to na basenie znalazła się w największym dole w swoim
życiu. Nami, wysoka blondynka o pełnych kształtach, wielkich niebieskich oczach
i pięknej buzi od razu poznała Suisena. Z miejsca rzuciła mu się na szyję,
radośnie wykrzykując powitanie. Nie obeszło się bez pocałunków w policzek i
ciągłego ściskania. Hanami, nie mogąc dłużej na to patrzeć wylewne okazywanie
uczuć ze strony blondynki, wskoczyła do basenu i zaczęła pływać w tą i z
powrotem, chcąc wszystko na spokojnie przemyśleć. Nie było jej to dane, bo ktoś
nagle przepłynął pod nią i wynurzył się tuż przed jej nosem. Tym kimś okazał
się uśmiechnięty od ucha do ucha Suisen. Dziewczynie znów zebrało się na płacz,
gdy tuż obok niego wynurzyła się Nami i chichocząc, zaczęła coś opowiadać
brunetowi. Szatynka, chcąc jak najszybciej zniknąć, uciekła do łazienki i
spojrzała na swoje odbicie w lustrze.
-I,
co ja niby mogę? – spytała sama siebie, patrząc na swoje odbicie.
W
lustrze stała mokra, brązowowłosa dziewczyna, obejmująca się ciasno rękami.
Jednoczęściowy żółto – niebieski strój nie podkreślał, ani też nie obrzydzał
jej sylwetki. Małe, a jednak dobrze widoczne piersi zakrywała ramionami, jakby
nie chciała na nie patrzeć. W oczach odbijał się smutek i rozpacz, a buzia
oblepiona była brąz – lokami.
-Dość!
– powiedziała głośno i otarła łzy. – To ma być jego udany tydzień, nie mój!
Wszystko będzie ok.! Musze tylko być silna!
Uśmiechnęła
się do swojego odbicia, które również odpowiedziało jej uśmiechem. Z pełną
motywacją wyszła energicznie z łazienki, tylko po ty, by ujrzeć ich siedzących
w jacuzzi i śmiejących się. Jej postanowienie jednak nie załamało się i
szatynka z uśmiechem ruszyła w ich stronę, w duchu modląc się, by nie rozkleić
się w najmniej oczekiwanym momencie.
~*~
Tydzień
minął szybciej, niż jej się wydawało. Większość dni mijała tak samo. Zjadali
razem śniadanie, potem szli odwiedzić jedną ze starych koleżanek lub
ewentualnie jakiegoś kolegę. Dziewczyny na miejscu zostawały zauroczone przez
„nowego” Suisena. Wracali do domu dopiero wieczorem, gdzie zjadali kolację i
kładli się spać. O odpowiednim momencie Hanami mogła zapomnieć. Nieważne, gdzie
poszli, brunet przyciągał do siebie panny jak mięso wygłodniałą zwierzynę.
Szatynka w końcu zaczęła się czuć jak kula u nogi, i gdy Suisen flirtował w
najlepsze ze starą lub nową znajomą, ona po prostu się ulatniała, by nie być
przeszkodą oraz po to, by nie rozpłakać się przy ludziach. Miała ochotę wyć do
księżyca, a jednocześnie ubóstwiała momenty, w których chłopak spoglądał na
nią, uśmiechał się radośnie lub puszczał oczko. Takich chwil było wiele, jednak
Hanami chciałaby być na miejscu tych, które obskakiwały jej przyjaciela.
Sama
zastanawiała się, dlaczego tego właśnie nie robiła. Czy to przez nieśmiałość? A
może przez nowy wygląd i zachowanie chłopaka? Jednak najbardziej Hanami bała
się, że jeżeli piśnie choć słówko, ich przyjaźń rozsypie się. A wszystko to
przez nią.
-Coś
ty taka zamyślona?
Potrząsnęła
gwałtownie głową, by otrząsnąć się z niepotrzebnych myśli. Suisen stał przed
nią z zatroskaną miną i czekał na jakąś reakcję z jej strony. Byli właśnie w
hipermarkecie. Brunet robił ostatnie zakupy przed wyjazdem, a Hanami chciała
zakupić coś na wspaniałą pożegnalną kolację, którą mieli zjeść we dwoje, w jej
domu.
-Myślę,
co takiego zrobić dziś do zjedzenia. Masz jakieś życzenia?
-Hm…
- chłopak podrapał się w podbródek. – Może…
-Tak?
-Pamiętam,
jak raz zrobiłaś i lasagne ze szpinakiem. Spaliłaś ją wtedy.- powiedział z
szerokim uśmiechem.
-Nawet
mi nie przypominaj. Mama zakazała mi wchodzić do kuchni przez miesiąc.-
dziewczyna zaśmiała się.
-Zjadłbym
taką lasagne dzisiaj. Mimo, że wtedy była spalona, to i tak mi smakowała.
-Lasagne,
dobra. Mam nadzieję, że tym razem węgla nie będziesz musiał jeść.
-Od
czasu do czasu jest to nawet zdrowe.
Zaśmiali
się oboje wesoło. Pierwszy raz od jego przyjazdu Hanami poczuła, że jej
przyjaciel znów z nią jest. Szkoda tylko, że tak późno to zastąpiło.
~*~
Jak
mogła być tak głupia?! Biegła szybko do sklepu, zanim go zamkną, bo zapomniała
szpinaku! Najważniejsza część lasagne ze szpinakiem, a ona o niej zapomniała!
Głupia, głupia, głupi, GŁUPIA!!!! A wszystko miało być tak idealnie. Wspaniała
kolacja, która podbije jego podniebienie. Wtedy powie mu, co czuje. A on, albo
to odrzuci, albo zaakceptuje. Byle by tylko nadal byli przyjaciółmi.
Raptownie
zatrzymała się w miejscu. Chcąc skrócić sobie drogę, miała przebiec przez
trawnik w parku. Gdy jednak pomiędzy drzewami zobaczyła fontannę, coś w niej
pękło.
Przy
fontannie stał Suisen. Wyszedł kilka chwil przed nią, mówiąc, że idzie się po
raz ostatni przejść po starych śmieciach. A przed nim stała Nami, ubrana w
niebieską sukienkę na ramiączka, która opinała jej spory biust i ukazywała
długie nogi. Hanami chowała się za drzewem, by jej nie zobaczyli, chcąc jak
najszybciej wrócić do domu. Zatrzymały ją jednak słowa blondynki.
-Wydoroślałeś.
Zawsze uważałam cię za wspaniałego, ale zaskoczyłeś nas wszystkich, gdy się tu
pojawiłeś. Zapewne niejedna dziewczyna ci to mówiła.
-Ty
też się zmieniłaś. I to na lepsze. Musisz codziennie dostawać wiele zaproszeń
na randki od potencjalnych kandydatów.
-Może…
Ale nie to jest teraz ważne. Ważny jesteś ty.
-Ja?
-Tak.
Nie wyjeżdżaj! Zostań tutaj! Zapewnię ci wszystko, co tylko będziesz chciał.
Włącznie z uciechami wszelkiego rodzaju.
-Nami,
to bardzo kusząca propozycja…
-Po
prostu się zgódź. W końcu, co ci szkodzi? Tam zostawisz tylko masę złamanych
serc. Tutaj masz wiele innych do podbicia. Ja jestem tolerancyjna. I
doświadczona.
-Wcale
nie o to chodzi.
-Och,
po prostu powiedz, że ze mną zostaniesz!!
-Nami…
Hanami
wyjrzała zza drzewa akurat w momencie, w którym blondyna rzuciła się na szyję Suinsena
i pocałowała go namiętnie. To jej wystarczyło. Szatynka uciekła, nie zważając
na to, czy ją widzą, czy nie. Najwyraźniej byli zbyt zajęci sobą, by ją
zauważyć.
Dziewczyna
wbiegła gwałtownie do swojego domu, wpadła do pokoju i rzuciła się na łóżko.
Płakała. Łzy wylewały jej się strumieniami z oczu. Wtuliła się w poduszkę,
chcąc choć trochę zagłuszyć swój szloch, jednak nic to nie dało. Bolało ją to,
że nie dostała swojej szansy. Że, mimo iż znała Suinsena najbardziej i kochała
go prawie od zawsze, on nigdy nawet na nią w ten sposób nie spojrzał. Bolało
to, że jest zbyt nieśmiała, by walczyć o swoje szczęście. Bolało, że wszyscy
wokół zmieniali się z dnia na dzień, a ona nadal zostawała taka sama, niezdolna
do przystosowania się do realnego świata. Zbyt słaba, by walczyć. Bolało to, że
jeżeli on zostanie, a pewnie to zrobi, skoro Nami mu to zaproponowała, będzie
oglądać go prawie codziennie, uśmiechać się i skrywać ból wewnątrz, aż w końcu
całkowicie się rozsypie i zostanie z jej jedynie wrak. Płakała, by pozbyć się
chociaż części tego bólu, jednak z każdą chwilą on tylko się powiększał.
Płakała więc dalej, nie zważając na nic wokół niej.
~*~
Pchnął
lekko drzwi wejściowe, zdziwiony tym, że zastał je otwarte. Dokładnie pamiętał,
że zamykał je, gdy wychodził. Zaniepokojony tym wszedł powoli do domu i
skierował się do kuchni. Zastał tam jednak tylko nieporządek. Wyglądało to tak,
jakby Hanami nagle znikła, w połowie przyrządzania posiłku. Już miał zacząć
krzyczeć imię dziewczyny, gdy usłyszał szloch, dobiegający z wyższego piętra.
Wszedł na palcach po schodach i kierowany słuchem znalazł się przy pokoju
szatynki. Tutaj drzwi również nie były zamknięte. Uchylił je, wślizgnął się
cicho do środka i rozglądnął się. Hanami leżała na łóżku, wtulona w poduszkę,
szlochając gwałtownie. Podszedł do niej szybko i usiadł na skraju łóżka.
-Co
się stało? – spytał, kładąc rękę na jej włosach. Dziewczyna poderwała głowę i
spojrzała na niego. Widział jej opuchnięte i zaczerwienione oczy, a żal ścisnął
mu serce. Szatynka tylko odwróciła się do niego plecami i mocniej wtuliła w
poduszkę, co go tylko zdenerwowało. – Ej! Powiesz, czy nie?!
-Idź
sobie! – usłyszał jej cichy szept i oniemiał na chwilę.
-C-co?
Przecież mieliśmy zjeść kolację. Lasagne… ty i ja…
-Pewnie
inne z miłą chęcią przyjmą cię na kolację sam – na – sam… Po co w ogóle tu
jeszcze jesteś?? Mało foczek na zewnątrz?!
-O
czym ty mówisz? – zdenerwował się. Złapał ją za ramiona i podniósł, by jej
głowa była na wysokości jego głowy. – Jakich foczek?
-Jakich??
Takich, które się ciągle gdzieś kręcą! – prychnęła i wyswobodziła się z jego
uścisku. – Gdziekolwiek byśmy się nie udali, wokół pojawiają się panny z tym swoim
rozanielonym wzrokiem na twój widok. A ja jestem, co? Lokaj na zawołanie?
Podaj, zanieść, ugotuj?!
-Nie
wiedziałem, że cię to tak wkurza… - powiedział cicho. – Nic nie mówiłaś.
-Miałam
ci humor psuć? Miałeś być tylko tydzień. A teraz pewnie zostaniesz na dłużej…
-Skąd
wiesz? – zdziwił się, a z oczu Hanami popłynęły nowe łzy.
-Wiedziałam…
Życzę miłego pożycia z Nami…- wyszlochała, po czym zerwała się, chcąc wybiec ze
swojego pokoju. Uniemożliwił jej to jednak mocny uścisk na nadgarstku.
-Więc
to ty biegłaś wtedy, w parku. – powiedział i pociągnął ją do siebie. – Nami coś
mówiła, bym z nią został… - przytulił ją i głaskał po włosach.
-Całowaliście
się…
-Ona
mnie pocałowała. Wcale tego nie chciałem. Grzecznie powiedziałem jej, by sobie
nie robiła żadnych nadziei, bo… - tu spojrzał jej głęboko w oczy. – … ja już
kogoś kocham.
Hanami
znów się rozkleiła. Wtuliła się w jego koszulkę i płakała jeszcze przez dłuższą
chwilę. Dopiero wtedy dała radę się uspokoić, jednak nadal nie podnosiła głowy,
by na niego spojrzeć.
-Kocham
cię… - wyszeptała tak cicho, że ledwo ją słyszał. – Zawsze kochałam, jednak…
-Ja
też się bałem. A gdy powiedziałaś, że kochasz Ryuji’ego…
-A,
co miałam zrobić? – wybuchła. – Czekać, aż w końcu na mnie popatrzysz??
Mieliśmy po 15 lat. Chciałam wzbudzić w tobie zazdrość… A potem wyjechałeś…
-Ta…
- uśmiechnął się i odgarnął jej z czoła brązowy lok. – Idioci z nas.
-Masz
rację. – odwzajemniła uśmiech, po czym starła wierzchem dłoni łzy z oczu. –
Jest już późno. Muszę się wziąć za gotowanie.
-Poczekaj…
Spojrzała
na niego zdziwiona. Brunet ułożył ją delikatnie na łóżku, a sam zawisł nad nią.
Wpatrywali się sobie długo w oczy, aż w końcu Suinsen delikatnie musnął swoimi
ustami wargi szatynki. Nie zaprzestał jednak na tym i zaraz pogłębił pocałunek.
Hanami, na początku nie wiedziała, jak się zachować. Zaraz jednak zaczęła
odwzajemniać pocałunek i zaplotła ręce na jego karku. Oderwali się od siebie,
gdy zabrało im tlenu, zarumienieni i uśmiechnięci. Suisen już chciał wstać,
jednak szatynka uniemożliwiła mu to, nadal nie puszczając jego szyi.
-Jeszcze…
- szepnęła, z twarzą w kolorze pomidora i wzrokiem utkwionym w jego oczach.
Uśmiechnął się i znów ją pocałował, tym razem bardziej namiętnie.
Hanami
nie pozostawała mu dłuższa. Z każdą chwilą pocałunki stawały się coraz bardzie
namiętne i agresywne, a oddechy przyśpieszone. Szatynka gładziła dłońmi jego
plecy, by zaraz wsunąć je pod koszulkę, a następnie całkowicie ją ściągnąć.
Suinsen zaś wodził palcami po jej ciele, zatrzymując się co chwilę przy
guzikach bluzki, by jakiś z nich rozpiąć. Gdy rozpiął ją całkowicie, zjechał
ustami na jej szyję, piersi zaś pieścił delikatnie dłońmi. Z ust Hanami wydobył
się cichy jęk, który ona sama zaraz stłumiła, zakrywając usta dłońmi. Brunet
spojrzał na nią i uśmiechnął się, widząc zażenowanie w jej oczach.
-To
normalne. – powiedział cicho, jednocześnie zabierając jej dłonie z ust. – Nie
musisz się krępować.
-Ale
to takie… - jej twarz o raz enty przybrała bordowy odcień.
-Wspaniałe,
jeżeli pochodzi z twoich ust. – pochylił się i pocałował ją czule, a wszystkie
wątpliwości odpłynęły z głowy dziewczyny.
Powoli
ściągał z niej rzecz za rzeczą, nie przerywając całowania jej. Hanami drżąca z
podniecenia oraz lekkiego strachu, również chciała pozbyć się jego ubrań.
Dotknęła palcami rozporka spodni i z wahaniem zaczęła go rozpinać. Suisen
wyręczył ją w tym, sam pozbywając się reszty swojej garderoby i pocałował ją,
wodząc palcami po jej nagim ciele. Jego usta zjechały na piersi, ale nie pozostały
tam długo. Gdy był już na linii bioder, szatynka pisnęła cicho i podciągnęła go
do siebie, by wtulić się w jego pierś.
-Coś
nie tak? – spytał, głaskając ją po włosach. Jakże on uwielbiał te jej loki.
Wiecznie niesforne, poskręcane bez żadnej harmonii czy jakiegoś rytmu.
Uwielbiał je gładzić, przeczesywać palcami. Robił to zawsze, gdy tylko miał
okazję.
-Nie
chcę… Nie tam… To krępujące… - szeptała, z twarzą wtuloną w jego klatkę.
Pocałował ją w czubek głowy i ułożył znów na łóżku.
-Nie
musisz się mnie bać. Nie skrzywdzę cię. Powiedz tylko słowo, a przestanę,
dobrze?
Kiwnęła
głową, nie chcąc wypowiedzieć nawet słowa. Bała się, że głos ją zawiedzie w tej
chwili. Uśmiechnęła się tylko i założyła mu nogę na biodro, co oznaczało
przyzwolenie na dalsze działanie.
Suisen
uśmiechnął się ciepło i ułożył się między jej nogami. Przez chwilę jeszcze
patrzył jej w oczy, czekając na jakąś oznakę niepewności, jednak zielone
tęczówki mówiły tylko o tym, że ich właścicielka tego chce. Całując ją czule,
powoli się w niej zagłębiał.
Jęknęła
mu w usta i zamknęła mocno powieki. Zacisnęła gwałtownie dłonie na
prześcieradle, a spod powiek wymknęły się pojedyncze łzy. Chłopak jednak
kontynuował i zatrzymał się, gdy był już w niej cały. Głaskał ją uspokajająco
po głowie i całował delikatnie po twarzy, starając się nie poruszać. Czekał, aż
dziewczyna pierwsza wykona jakikolwiek ruch, czy będzie to chęć ucieczki, czy
kontynuowania.
Po
krótkiej przerwie poczuł jak biodra szatynki poruszają się. Z jego ust wydobyło
się ciche westchnienie. Nie zastanawiając się więcej, zaczął, najpierw
delikatnie, lecz później coraz mocniej, poruszać się w niej. Z początku
wydawało się, że Hanami jest całkowicie bierna, jednak zaraz zajęczała
przeciągle, a ręce, wcześniej zaciśnięte na prześcieradle, znalazły się na
plecach bruneta. Jej jęki motywowały chłopaka do coraz szybszych ruchów, które
nagradzane były następnymi i coraz głośniejszymi jękami dziewczyny.
Z
minuty na minutę dziewczyna czuła się coraz lepiej. Przestała całkowicie
rejestrować to, co się wokół niej działo, skupiona tylko na własnej
przyjemności. Z jej ust wydobywały się na przemian krzyki ekstazy z błagalnymi
jękami o jeszcze. Nawet nie podejrzewała siebie, że może wydawać takie
zawstydzające dźwięki, w tej chwili nie było jednak to ważne. Wszystko to
zaowocowało gigantyczną przyjemnością, która falami rozlała się po jej ciele.
Głos ugrzązł jej w krtani, przed oczami pociemniało, a plecy wygięły w łuk. Po chwili
opadła na posłanie, dysząc ciężko i nadal nie otwierając oczu. Poczuła na
wargach usta partnera i uśmiechnęła się szeroko.
-Mogłaś
mnie uprzedzić. To było niebezpieczne… - powiedział jakby z wyrzutem, lecz
całość zepsuł jego dźwięczny śmiech.
-Przepraszam…
Sama nie wiedziałam, że… że to takie wspaniałe… - wydyszała i spojrzała na
niego.
-To
ja przepraszam. Musimy się teraz umyć.
Hanami
spojrzała w jego śmiejące się oczy, nie widząc, o co chodzi. Podążyła za jego
wzrokiem w dół i zobaczyła, że jej brzuch i podbrzusze Suisena ubrudzone są
czymś białym. Gdy skojarzyła to wszystko, ukryła twarz w dłoniach i zaśmiała
się cicho.
-Aż
tak cię to bawi? – spytał, nie rozumiejąc jej wybuchu wesołości.
-Nie…
ale… tak po prostu…
-Nie
rozumiem!
-Ja
też.
Pchnęła
go na plecy, po czym pocałowała czule. Gdy brunet chciał odwzajemnić pocałunek,
zerwała się i pociągnęła go w stronę łazienki. Po krótkiej chwili słychać było
szum wody i ich radosne śmiechy.
~*~
-Czyli,
co?? Zostajesz, tak??
-Ta…
Ojciec chce tu założyć wydział swojej firmy, a ja mam tym wydziałem zarządzać.
-Więc,
po co mówiłeś, że tylko na tydzień??
Siedzieli
naprzeciw siebie w jadalni. Stół nakryty był czerwonym obrusem. Paliły się
świece. Było wino. I oczywiście lasagne, lecz bez szpinaku. Suisen uśmiechnął
się do niej, jakby skruszony.
-Gdyby
się okazało, że z kimś jesteś. Nie bardzo mógłbym zostać tu i patrzyć, jak
kochasz kogoś innego.
-Zazdrość
by cię zjadła? – Hanami wyszczerzyła ząbki.
-Można
tak powiedzieć.
-To,
dlaczego wcześniej nic nie powiedziałeś??
-Wydawałaś
się wcale nie być mną zainteresowana. Nadal zachowywałaś się jak moja
przyjaciółka. Nie chciałem tej przyjaźni psuć…
-Ja
też. Też nie chciałam psuć przyjaźni.
Ucichli,
spożywając kolację. Co chwila zerkali na siebie i uśmiechali się. Mimo, że nie
rozmawiali za dużo, atmosfera przy stole była przepełniona miłością. Gdy
chłopak skończył, podszedł do szatynki i kucnął przy jej krześle.
-Hanami?
-Tak??
-Mogę
z tobą zostać??
-Oczywiście,
że tak. – oburzyła się. – Co za głupie pytania zadajesz.
-Ale
czy mogę zostać na długi czas…
Suisen
włożył w dłoń szatynki coś błyszczącego. Ta otworzyła ją i zobaczyła srebrny
łańcuszek z małym serduszkiem. Pamiętała doskonale ten wisiorek, mimo iż minęło
tyle lat. Kupili razem takie dwa, mając po jedenaście lat i obiecali sobie, że
podarują je tylko swoim prawdziwym miłościom. Jej łańcuszek spoczywał na dnie
szkatułki. Otarła łzy z oczu i przytuliła go.
-Oczywiście.
Nawet na zawsze…
